Podróżnicze rozważania

Buty, zmysły i myśli, czyli podróżowanie niejedno ma oblicze

W poprzednim tekście wspominałem, że założony przeze mnie blog będzie w dużej mierze poświęcony zagadnieniom podróżniczym. Z drugiej strony, mówiłem także o całkiem różnych tematach, jakie zagoszczą na niniejszej stronie internetowej. Tylko czy to aby się ze sobą nie kłóci? Niekoniecznie! Pomijając fakt, że mam też inne zainteresowania, to jeszcze nierzadko samo podróżowanie bywa wspólnym mianownikiem dla, wydawałoby się, odmiennych kwestii.

I tak oto temat transportu może być powiązany z motoryzacją i środkami komunikacji, zakwaterowanie – z rodzajami wystroju wnętrz, zaś dyskusja o kulturze oraz obyczajach, znamiennych dla danego kraju – ze sztuką, modą bądź kulinariami. Dlatego nie omieszkam sięgać po inne, być może typowo lifestylowe zagadnienia, tym bardziej, że dowodzą jednego: podróżowanie niejedno ma oblicze.

O podróżowaniu dosłownie…

Stare porzekadło mówi, że „podróże kształcą”. Z drugiej strony kiedyś usłyszałem dające do myślenia słowa: tak, podróże kształcą, ale tylko ludzi wykształconych. Dziś, po wielu różnych przygodach, myślę, że w każdym z tych stwierdzeń jest sporo prawdy, co czyni pewien paradoks. Wiele osób bowiem potrafi jechać nie tyle w miejsca przepiękne, z bogatą historią i kulturą, co w miejsca „modne” – choć nierzadko są to te same. Zamiast zwiedzać konkretne zabytki i szczególne lokacje, oni zwyczajnie je „zaliczają”. Chwilę wyciszenia lub refleksji zastępuje wtedy niecierpliwość, obojętność i kilka zdjęć. Zaś doświadczanie – dystans, czasem niewiele mniejszy, niż ten, który występuje, gdy błądzimy palcem po mapie.

Ale, tak jak już było powiedziane, też nie do końca. Bo sam dobrze wiem, że nawet najbardziej przemyślane wycieczki, pieczołowicie organizowane przez biura podróży, przepełnione typowo turystycznymi atrakcjami, potrafią zaserwować nieoczekiwane, czasem szczęśliwe, a czasem trudne sytuacje. Natomiast tego typu okoliczności dostarczają często szczególnych doświadczeń, przekazują jakąś cząstkę prawdy o danym miejscu, o życiu, o nas samych – a więc na swój sposób kształcą. Zwłaszcza, jeśli weźmie pod uwagę „bardziej surowe” wyprawy. Podróżowanie autostopem lub na własnych nogach, z całym „dobytkiem” na plecach, potrafi wiele nauczyć każdego. Poprzez docieranie do rzadkich, nieuczęszczanych miejsc, poprzez spotykanie wyjątkowych ludzi, wreszcie – poprzez trening wytrwałości i samodzielności czy nawet… towarzyszącą nam samotność. Niestandardowość sytuacji nie tylko pozwala poznać lepiej własną tożsamość, ale i tożsamość konkretnych regionów i kultur. A ze względu na niepowtarzalność okoliczności – pobudzić do refleksji znacznie bardziej, niż monumentalne, bardzo stare budowle, stojące tuż przed nami.

O podróżowaniu w przenośni…

Z kolei spotykałem się też z innym, luźnym określeniem, używanym w różnych kontekstach. I do którego, tak się składa, poniekąd nawiązałem w powyższym akapicie. Chodzi o „podróżowanie palcem na mapie”. Wydaje mi się, że zazwyczaj odnosi się ono do zwiedzania świata czy pokonywania drogi w sferze ludzkich wspomnień, wyobrażeń, planów lub marzeń. Cóż… jak wynika z tego, co napisałem wcześniej: podróżowanie to nie tylko fizyczne stawianie kolejnych kroków, przemieszczanie się z punktu A do punktu B – to również stan umysłu. A więc w myślach, pomiędzy obrazami zastanymi w naszej głowie, także możemy wędrować. I co więcej, podróże te mogą mieć naprawdę zróżnicowany, unikatowy charakter. Przykład? Czytając rozmaite książki, przenoszące nas do dalekich krajów, a nawet i w kosmos, niejako podróżujemy – w towarzystwie badaczy, odkrywców lub wodzów, żyjących obecnie bądź w przeszłości, czy nawet fikcyjnych bohaterów. Pochłaniamy wiedzę na temat krajobrazów, miejskich plenerów, lokacji i zamieszkujących je społeczności. Tak, zdecydowanie czytanie książek to z pewnością jedna ze szczególnych form podróżowania. Zresztą, nie tylko lektura, ale i twórczość. Na przykład, pisząc, wracamy do przeszłości lub wybiegamy w przyszłość. Rejestrując daną rzeczywistość lub kreując nową, niejako sami ją wpierw poznajemy – zwiedzamy. Dlatego właśnie pierwszy wpis na moim blogu nazwałem także wyruszeniem w kolejną podróż…

Ale są też inne sposoby – z jednej strony bardziej „namacalne”, z drugiej zaś niestandardowe. Ubieranie się w stroje na wzór mody paryskiej, kosztowanie orientalnej kuchni 5 przemian, słuchanie muzyki etnicznej też potrafią okazać się bogatymi w doznania podróżami. W dzisiejszych czasach, za sprawą nowoczesnych mediów i rewelacyjnych narzędzi komunikacji międzyludzkiej, jesteśmy w stanie „nie ruszając się z domu” uzyskać ogrom wiedzy na temat innych obszarów geograficznych, ludów, panujących tam obrzędów czy wytwarzanych przez tamtejsze społeczności dóbr kultury. Według mnie warto holistycznie traktować podróże, jako rozliczne okazje do zyskania wiedzy o otaczającym świecie. I mam nadzieję, że Was również do tego zachęcę jeszcze niejednym tekstem, niejednym tematem i niejedną, swoistą wyprawą.

Tagi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close