O tym się mówiPodróżnicze rozważania

Czego możemy nauczyć się o podróżach z… książek J. R. R. Tolkiena?

W jednym z poprzednich wpisów wspominałem, że istnieje naprawdę wiele rodzajów podróżowania. I do takich sposobów zalicza się również literatura. Jednak to nie wszystko! Sama literatura potrafi oferować różne przepisy na wyjątkowe wędrówki. Co więcej, może nie tylko zabrać nas w dalekie obszary – prawdziwe lub wykreowane – ale też przekazać nam ważne prawdy na temat idei podróżowania jako takiego. Żeby było jeszcze ciekawiej, te prawdy jesteśmy w stanie znaleźć… w dziecięcej literaturze fantasy.

Światy równoległe, rozpisane na kartach książek

Wszyscy się chyba zgodzimy, że podróżowanie i literatura mają wspólny mianownik. Obie te dziedziny są zdolne poszerzać naszą wiedzę, pogłębiać świadomość, rozwijać nas i wzbogacać o kolejne doświadczenia. Mało tego: w mojej opinii świat staje przed nami otworem niczym wielka księga, odczytywana akapit po akapicie, zaś mnóstwo otaczających nas dzieł pisanych proponuje udanie się w wiele interesujących wypraw. Czasem są to podróżnicze reportaże, dostarczające mnóstwa fascynujących informacji o innych regionach, kulturach i społecznościach. Czasem wraz z bohaterami przemierzamy odległe przestrzenie, naszpikowane tajemnicami oraz przygodami. Czasem też wędrówka sama w sobie staje się pretekstem do wielu cennych refleksji, odkrywania własnego, wewnętrznego uniwersum.

Bywa także, iż tego typu atuty znajdziemy nie tylko w literaturze dla dorosłych. Albo inaczej: literatura traktowana jako dziecięca czy młodzieżowa również może okazać się ciekawa, pouczająca i wartościowa dla starszych. Podobne, cenne treści mogą kryć się zresztą w gatunkach, których – pozornie, stereotypowo – moglibyśmy o to nie podejrzewać. Na przykład w powieściach i opowiadaniach zaliczanych do fantasy. I tu przechodzimy do bohaterów mojego dzisiejszego wpisu, czyli pana J.R.R. Tolkiena i jego jednego z najbardziej znanych utworów, czyli „Hobbita”.

Co „Hobbit” mówi nam o podróżach?

O niemałym znaczeniu książeczki pt. „Hobbit, czyli tam i z powrotem” może świadczyć fakt, że przez pewien czas utrzymywała się ona na listach gimnazjalnych lektur szkolnych (nie jestem na bieżąco z programem edukacji, więc nie wiem, czy stan ten nie uległ zmianie). I powiem szczerze – wcale mnie to nie dziwi. Opowiadanie jest lekko i przystępnie napisane, osadzone w ciekawie wykreowanym świecie, przez co dzieci chętnie je czytają. Z drugiej strony zawiera treści, które, uważam, są odpowiednie na ten czas i sprzyjają ogólnemu rozwojowi uczniów. A co konkretnie opowiada dzieło Tolkiena? To historia wyprawy niziołka Bilba Baginsa, czarodzieja Gandalfa i sporej grupy krasnoludów, przemierzających Śródziemie w celu odzyskania górskiej twierdzy, a także pokonania smoka Smauga, który położył łapę na zebranych tam bogactwach. Z początku hobbit, dotąd wiodący niezwykle spokojne życie (zresztą jak jego współplemieńcy), nie ma najmniejszej chęci na jakieś dalsze wycieczki. W końcu jednak coś go wypycha za próg i w rezultacie dołącza do swojej kompanii jako „włamywacz”. Przemierzają góry i lasy, a przygód mają co nie miara! Tym bardziej, że o skarbach, ukrytych w górskiej twierdzy, myślą również ludzie, elfy i mroczne siły zła.

No dobrze, ale co takiego ujmuje mnie w tej krótkiej, hobbiciej opowieści? Nie ukrywam, że część argumentów wynika z faktu, że znam również inne dzieła Tolkiena (chociażby trylogię „Władca Pierścieni” czy „Silmarilion”). Niemniej, spróbuję skoncentrować się na tych neutralnych, bardziej „podróżniczych”.

  • Bilbo, pomimo swej natury, pomimo wychowania, obyczajowości i wszystkich innych kwestii, jakie ukształtowały go przez wszystkie lata spędzone w Shire – na rodzinnej ziemi, wśród osobników tej samej rasy – zdecydował się wziąć udział w przygodzie. Rodzi się kluczowe pytanie: dlaczego do tego doszło? Powieść jest nam w stanie udzielić dość ciekawych odpowiedzi. Historia pokazuje, że każdy z nas może poczuć w sobie zew podróżnika, pragnienie przeżycia wielkiej przygody, głód wiedzy, motywujący do sprawdzenia, co znajduje się za progiem domu – i dalej, i dalej i dalej…
  • A skoro już o motywacji mowa, to historia niziołka pokazuje, że tak naprawdę każdy powód jest dobry, aby wziąć udział w wyprawie. Może to być chęć pomocy przyjaciołom czy zmierzenia się ze swoimi barierami, albo po prostu zwykła ciekawość, pytanie: co jest tam za lasem, za górą za rzeką? Mówiąc, że każdy powód jest dobry, mam na myśli, że nieistotne są zdania innych na ten temat. Wystarczy sam fakt, że dana przyczyna okazuje się dla nas istotna i wystarczająca, by podążyć jej śladem.
  • W ten sposób przechodzimy do kolejnego istotnego punktu. Bilbo wybrał się w podróż z Gandalfem i krasnoludami, mimo, że takie decyzje i działania nie są typowe dla hobbitów. Wręcz przeciwnie – przez współplemieńców mogą być traktowane jako odchylenie od normy, stać się powodem do zdziwienia, krytyki czy kpin. Opowieść pokazuje zatem, że nie warto poddawać się panującym stereotypom. Należy opierać się bezsensownym opiniom publicznym, opierającym się na ludzkich lękach, braku ambicji czy zwykłej niewiedzy.
  • Perypetie Bilba, rozgrywające się na poszczególnych etapach wędrówki, uświadamiają nam, że z jednej strony podróż może obfitować w przeszkody, trudniejsze zadania i niepokoje, ale z drugiej – potrafi odsłonić przed nami prawdę, jakiej wcześniej nie znaliśmy i nie byliśmy w stanie poznać. Jakiej? Że stać nas na więcej, niż by się wydawało. Wyprawa potrafi kształtować człowieka na wielu różnych płaszczyznach: począwszy od kondycji fizycznej, przez zdolności intelektualne, a skończywszy na sferze duchowej. Podróże usamodzielniają, sprawiają, że dojrzewamy, budujemy pewność siebie i zaufanie do własnych możliwości. Nie mówiąc już o poszerzaniu horyzontów, zgłębianiu wiedzy o otaczającej nas rzeczywistości, o zamieszkujących ją ludziach czy wreszcie – własnej naturze. Taka wartościowa podróż „w świat” jest bowiem zwykle też szczególną, intymną podróżą w głąb siebie.
  • Bilbo „na trasie” musiał zmierzyć się z licznymi przeciwnościami losu, wyzbyć się dotychczasowych wygód czy porzucić utrwalone jak dotąd zwyczaje. To wszystko mu się udało, ale… nasuwa się pytanie: czy to wciąż ten sam hobbit? Przypadek niziołka jest jednym z wielu literackich przykładów „bohaterów dynamicznych”, ulegających metamorfozom na przestrzeni kolejnych stronic książki. Tego typu historie uczą nas, że pewne podróże pozostawiają na nas trwały ślad. Gdy wracamy, czujemy, że nie jesteśmy tymi samymi osobami, które opuszczały dom.
  • A innym razem wręcz odwrotnie: przepełnieni pięknymi wrażeniami i wspomnieniami, z bagażem cennych doświadczeń, witamy rodzinne miejsce, by na nowo je docenić i stwierdzić, że „wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”.

Takich refleksji oraz interpretacji książka Tolkiena z pewnością dostarcza znacznie, znacznie więcej, co potwierdza jej wyjątkowość. I podobnie, jak warto już od najmłodszych lat uczyć dzieci czytać i namawiać je do samodzielnego sięgania po książki, tak również warto uświadamiać je, jakie bogactwo kryje się za podróżami. Dlatego nie wahajcie się wysyłać je na obozy młodzieżowe czy kolonie rekreacyjne, jeśli okażą się one bezpieczne i godne zaufania. Kto wie, może któryś z takich przyjazdów stanie się jednym z najważniejszych w jego dziecięcych latach? Albo przyczyni się do kolejnej, tej szczególnej podróży tam i z powrotem?

Tagi

Może Cię zainteresować...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close