O tym się mówi

Zero waste – kolejna moda i przesada, czy nowoczesne i właściwe podejście do życia?

Człowiek to najbardziej rozwinięta istota na Ziemi – trudno się z tym nie zgodzić. Dlatego jest w stanie pełniej czerpać z możliwości tej planety, ale równocześnie powinien brać największą odpowiedzialność za jej kondycję. Tymczasem wiele działań ludzkich, wprost lub za sprawą skutków ubocznych, inicjuje liczne, ekologiczne zagrożenia. Nic dziwnego zatem (całe szczęście!), że wzrasta społeczna świadomość tego rodzaju problemów i ich konsekwencji, a także konieczności zatroszczenia się o środowisko. Czy to za sprawą nowoczesnych technologii, ogólnoświatowych kampanii, czy też popularyzacji właściwych nawyków, stanowiących solidną „pracę u podstaw” na rzecz otaczającej nas przyrody.

Środowisko naturalne – bomba z opóźnionym zapłonem?

Kwestia zagrożeń ekologicznych kojarzy mi się trochę z konfliktem pomiędzy hakerami a ścigającymi ich służbami. Jedni często łamią prawo, wykradają dane i działają na niekorzyść innych użytkowników cyberprzestrzeni, drudzy natomiast starają się tworzyć coraz lepsze zabezpieczenia, chroniące świat wirtualny przed tego typu atakami i przestępczością. Podobnie jest tutaj. Na rozwój cywilizacyjny – w ogólnych założeniach pozytywny – składają się także procesy, które nierzadko negatywnie wpływają na środowisko. Wystarczy choćby wspomnieć o wycinkach lasów, nieczystościach i chemikaliach, które trafiają do rzek lub różnych, naturalnych zbiorników wodnych (mowa tu także o uszkodzonych tankowcach), emisji zanieczyszczeń docierających do atmosfery (a także popularnym ostatnio smogu) bądź o nadmiernej produkcji sztucznych tworzyw (np. plastiku). Z drugiej strony pojawiają się kolejne koncepcje i metody, które mają na celu troskę o przyrodę – m.in. wykorzystywanie naturalnych, odnawialnych źródeł energii (baterie słoneczne, elektrownie wodne i wiatrowe), tworzenie opakowań biodegradowalnych, recycling czy ogólnoświatowe akcje w rodzaju Dnia Ziemi. Niemniej, oba przytoczone przeze mnie zjawiska (działania hakerów i zagrożenia ekologiczne) dzielą przynajmniej dwie problematyczne kwestie.

Pierwsza kwestia jest taka, że w świecie „walki kultury z naturą” trudniej wskazać dobrą i złą stronę. Zakładam bowiem, że żadne działania cywilizacyjne jako takie nie mają na celu świadomej agresji, wymierzonej w środowisko. Tu raczej chodzi o lepsze lub gorsze wybory, gotowość do pewnych wyrzeczeń na rzecz wspólnego dobra, jakim jest Ziemia, czy też względy finansowe lub zwyczajnie brak dostatecznej wiedzy o konsekwencjach naszych poczynań. To ma zresztą ścisły związek z drugą kwestią. Wspomniane konsekwencje często nie są tak gwałtowne, od razu zauważalne i namacalne, jak skutki ataków hakerskich. Często też nie odczuwamy, że godzą one bezpośrednio w nas. Pożary lasów, powodzie, następstwa efektu cieplarnianego, wysokie wskaźniki zanieczyszczeń zazwyczaj „są gdzieś tam, nie tu”. A przez to na co dzień mniej nas obchodzą – chociaż powinny, gdyż po części mają swoje źródło również w naszych działaniach.

Ten negatywny wpływ na środowisko to nie tyle „iskra na proch”, co „bomba z opóźnionym zapłonem”. Do poważnych problemów dochodzi powoli, stopniowo, jednak skutki późniejszego „wybuchu” mogą okazać się druzgocące i co gorsza – nieodwracalne. Na szczęście jednak rozumienie tych mechanizmów z każdym dniem powszechnieje. Dlatego coraz więcej lasów, gatunków zwierząt i całych ekosystemów zostaje objętych ochroną, coraz więcej ludzi przesiada się z samochodów na rowery czy inicjuje jeszcze inne aktywności, mające na względzie przede wszystkim dobro matki natury. Takie jak choćby zyskujące na popularności zjawisko zwane zero waste.

Nic nie może się zmarnować, czyli idea zero waste

Można powiedzieć, że zjawisko, o jakim piszę, to z jednej strony naturalna pochodna dotychczasowych działań proekologicznych, zaś z drugiej – nowe podejście do tych działań czy też ich dalsze rozwinięcie. Samo „zero waste” w dosłownym tłumaczeniu oznacza „zero/brak śmieci” lub „zero/brak marnowania”. I w zasadzie do tych dwóch określeń sprowadza się wspomniana idea. Chodzi bowiem o to, by odpowiednio wybierać i wykorzystywać różne produkty, by produkować jak najmniej odpadów i w rezultacie – jak najbardziej ze swej strony dbać o środowisko. Zero waste to jednak nie tylko kilka czynności i parę nawyków. To cała filozofia, sposób na eko-egzystencję. Rzecz w tym, by tego typu działania zaznaczały swoją obecność w każdej dziedzinie życia, były podejmowane szeroko, wielotorowo i permanentnie. A to, wbrew pozorom, nie jest już takie proste.

Można czasem usłyszeć, że w koncepcji zero waste wszystko zaczyna się od… własnej torby na zakupy. A to dlatego, że jednym z podstawowych działań w zgodzie z tą ideą jest kupowanie produktów bez opakowań albo ten sposób, by artykuły w takowe nie wyposażać. Często bowiem chodzi o dodatkowe kartony, torebki foliowe i plastiki, które w najlepszym wypadku stanowią niepotrzebne śmieci, a w najgorszym – trudne w utylizacji odpady. Zresztą nie chodzi tylko o to, by samemu z nich nie korzystać, ale by krok po kroku, na drodze rozpowszechniania takich nawyków, obniżać zapotrzebowanie na tego rodzaju tworzywa i tym samym – przyczyniać się do ich mniejszej produkcji, liczebności na Ziemi. Jeśli np. chodzi o produkty spożywcze, warto próbować nabywać je bezpośrednio od rolników, najlepiej na wagę, a także pamiętać o takich rozwiązaniach, jak własne słoiki na artykuły sypkie (np. fasolę), własny woreczek na chleb czy własne butelki na mleko. Im więcej „własnych” takich elementów, nadających się do wielokrotnego użytku, tym lepiej. Na tym też ma to wszystko polegać. To, co dotąd automatycznie kojarzyło się jako jednorazowe – starajmy się stosować stale. To co się da, próbujmy wytwarzać lub wyhodować we własnym zakresie. A jeśli są jakieś przedmioty, które postanawiamy wyrzucić – zastanówmy się wpierw, czy nie możemy dla nich znaleźć innego zastosowania, tak, by jak najmniej rzeczy się marnowało (np. naczynie, które nie nadaje się już do picia, jest w stanie posłużyć jako chociażby pojemnik na długopisy).

Oczywiście można też usłyszeć zdania o przesadzie, modzie czy fanaberiach. Trzeba przyznać, że niektóre działania mogą okazywać się nieco niespójne, sprzeczne ze sobą w ramach jednej, szerokiej, proekologicznej idei. Niektórzy, również świadomi konsumenci, patrząc realnie na codzienne życie, zwracają uwagę, że aby udać się do lokalnego dostawcy warzyw i owoców, muszą pokonać samochodem dłuższą drogę, co z kolei przekłada się na wzrost emisji spalin. Rodzi się więc pytanie: do którego momentu jesteśmy w stanie egzystować na zasadach zero waste? Niemniej, sądzę, że większa świadomość w tym zakresie oraz poszczególne zabiegi na rzecz dobra środowiska naturalnego mogą jedynie przysłużyć się naszej planecie. Zarówno podejmowanie wspomnianych działań, jak i ich skutki łatwo da się zauważyć podczas licznych podróży w różne zakątki Ziemi. A także przekonać się, do czego potrafi doprowadzić brak takiej świadomości. Pamiętajmy jednak, że cała siła tych starań polega na ogólnej postawie, wytrwałości i powszechnym powielaniu. Tylko wtedy oddolne inicjatywy, takie jak postanowienia o życiu w myśl idei zero waste, mogą coś zmienić.

Tagi

Może Cię zainteresować...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close